Hanna Trębicka

FRACTIONAL CHIEF
OF COMMUNICATIONS

Gdy pozwalamy AI pisać za nas, tracimy znacznie więcej niż tylko umiejętność pisania

Pisanie i redagowanie było pierwszą pracą, jaką masowo oddelegowaliśmy do AI. Dziś prognozy mówią, że wkrótce ponad 90% tekstów w internecie będzie tworzonych lub współtworzonych przez sztuczną inteligencję. Na Linkedinie widać to już całkiem wyraźnie – publikacje stały się „wygładzone”, dopracowane pod względem struktury tekstu, a pod kątem stylu – bardzo powtarzalne.

Patrzę na to z rosnącym niepokojem.

Byliśmy autorami, stajemy się redaktorami

Pisanie to proces, który zaczyna się od myślenia. Za każdym razem kiedy AI tworzy za nas, rezygnujemy z samodzielnego formułowania myśli i wniosków. Może nam się wydawać, że oszczędzamy czas, ale podążanie za produktywnością pozbawia nas dostępu do własnych procesów myślowych. Co więcej, czas, który wcześniej przeznaczaliśmy na zebranie i ustrukturyzowanie myśli, dziś powierzamy na redagowanie i sprawdzanie danych.

Większość z nas próbuje bronić się argumentem: „Ja używam AI tylko do generowania pomysłów”, „tylko do przygotowania bazy do dalszej pracy”. To pogłębia problem. Pisanie to często żmudny proces, wymagający wielu podejść i iteracji w trakcie. Wie to każdy, kto przesiedział długie minuty przed pustym ekranem czekając aż pojawi się ta klarowna myśl. Myśl, która dojrzewa w trakcie przelewania słów na papier. Jeśli coraz częściej odcinamy się od tego wysiłku prosząc AI o „szkielet tekstu”, albo tzw. angle, samodzielne napisanie tej pierwszej linijki tekstu staje się coraz trudniejsze.

Z researchem jest podobny problem. Dawniej naszej prawdy docieraliśmy w swoim tempie, krok po kroku.To była praca przypominająca tę wykonywana przez detektywa, który wpadł na trop. Jedna informacja prowadziła do kolejnej. Po drodze mieliśmy też szansę znaleźć różne opinie, czasem wykluczające się nawzajem. To poszerzało perspektywę, ale dzięki temu stawaliśmy się bogatsi o nową wiedzę. Teraz AI daje nam tę wiedzę na tacy w 30s, a nam zostaje rola biernego odbiorcy.

Odpowiedzialność za słowo i utrata pewności siebie

Zjawisko, o którym tu piszę niesie ze soba jeszcze dwa poważne problemy, o których się nie mówi.

Pisanie wymaga ważenia słów, zastanawiania się nad ich znaczeniem i konsekwencjami naszego przekazu. Autor musi zastanowić się nad konsekwencjami swojego przekazu, wziąć odpowiedzialność, za to, co wyszło spod jego palców. Gdy AI pisze, a my tylko redagujemy, poczucie tej odpowiedzialności zaczyna się osłabiać. Nasze zaangażowanie w treść spada.

I w końcu: pisanie z AI-asystentem sprawia, że powoli, może nawet niezauważalnie przez długi czas, tracimy pewność siebie w wyrażaniu własnego zdania. Gdy prosimy AI, aby wypunktowała słabe strony argumentacji, albo powiedziała, gdzie nasz tekst gubi logikę, czy dzięki temu piszemy coraz lepiej, czy zaczynamy wątpić? Piszę te zdania na podstawie moich własnych odczuć. Odkąd mam do dyspozycji Clauda, i Chata, które (na moje własne życzenie) oceniają mój tekst, zaczynam łapać się na tym, że odczuwam silną potrzebę drugiej opinii przed publikacją. Kiedyś mieliśmy naszą intuicję, ewentualnie prosiliśmy inną osobę o wyrażenie zdania, i to w zupełności nam wystarczało.

Świadoma rezygnacja

Mając do dyspozycji tak potężne narzędzia, trudno jest z nich świadomie rezygnować. Niemniej jednak, okresową, ale całkowitą rezygnację z używania narzędzi AI do pisania uważam za jedyne rozwiązanie, które pozwoli ochronić to, co jest jedną z najcenniejszych ludzkich umiejętności – umiejętności zamiany myśli w słowa.

Od lat publikuje w sieci. Każdy mój artykuł rodził się od idei, która zakiełkowała w głowie (najcześciej na spacerze, albo pod prysznicem) i powoli nabierała formy. Nie pisałam z AI. Może te teksty nie są idealne i wiele im brakuje, ale są moje – widać w nich mój sposób myślenia, widać, co mnie porusza, na co się nie godzę. I przede wszystkim wiem, że proces ich tworzenia dał mi autentyczną radość. Radość, którą dziś w pogoni za poprawnością stylu i formy, często tracimy.

I mam świadomość, że nie każdy tę radość pisania musi czuć. Pisanie emaili, czy tworzenie odtwórczych tekstów jest raczej przykrym obowiązkiem, który AI z nas zdejmuje. Ale ta wygoda wiąże się z tym, że gdy oddamy AI stery w inicjowaniu naszej narracji o świecie, sami w końcu przestaniemy ten świat rozumieć, a wraz z tym, rozumieć siebie.

Zainteresowany/a współpracą? Zostaw namiary