Zrównoważony rozwój się nie sprawdził. Pora na podejście regeneratywne

John Dutton – bohater serialu Yellowstone, w jednym z odcinków mówi: „Wszyscy moi przodkowie od 1886 r. zostali pochowani w promieniu 200 m od mojej werandy. Kiedy rośnie nowe drzewo, wiem dokładnie, kto dostarczył mu „pożywienia”.

Tak się składa, że ten koncept trafił do mnie dwa razy w tym tygodniu. Raz za sprawą serialu, drugi raz, gdy znalazłam firmę TRANSCEND. Być może ranczerskie praktyki grzebania zmarłych z Montany zainspirowały ten startup do stworzenia usług pogrzebowych opartych o ideę obiegu zamkniętego, gdyż firma oferuje nowy (stary) rodzaj pochówku, w którym ciało zmarłego, staje się pokarmem dla grzybni, która zapoczątkowuje nowe życie – drzewo. 

Mnie się taka forma spoczynku podoba. Sama chciałabym stać się sosną po śmierci. Ale odsuwając sentymenty na bok, propozycja wartości firmy Transcend, która brzmi: Reforesting the world by planting people and pets as trees when they die, wpisuje się w szerszy trend, który będzie kształtował nie tylko sytuację zmarłych, ale przede wszystkim warunki życiowe tych, którzy wciąż żyją. To trend regeratywności. 

Pod tym pojęciem kryje się wiele różnych aspektów działalności ludzkiej – od rolnictwa i  urbanistykę, po turystykę i nowe modele biznesowe. 

Postanowiłam się temu bliżej przyjrzeć. Firmy, miasta i społeczności, które dostosują się do tego trendu, będą liderami przyszłości.

Regeneratywny – trend, który kształtuje przyszłość

Przyzwyczailiśmy się, że wszystko jest zrównoważone. 

Co druga marka modowa podkreśla swoje zrównoważone praktyki, pomijając przy tym, szkody, jakie slow fashion wyrządza środowisku naturalnemu. W supermarketach można kupić mnóstwo produktów spożywczych, które są bio i eco-friendly, przez co ich produkcja ma wydawać się bardziej zrównoważona. Nieważne, że wszystkie te produkty zapakowane są w dodatkowy plastik. 

Etykieta „zrównoważony” stała się sposobem na zwiększanie zysków (marki definiowane jako zrównoważone notują bardziej dynamiczne wzrosty sprzedaży i rosną szybciej niż pozostałe produkty w portfolio). 

Niestety w wielu przypadkach, „zrównoważone” okazuje się po prostu greenwashingiem.

Z regeneratywnością nie będzie tak łatwo. Regeneratywny to więcej niż zrównoważony. Przez lata działania proekologiczne były nastawione na ograniczanie szkód, ale zmiany klimatyczne i degradacja środowiska już zaszły za daleko. Samo „nieszkodzenie” nie wystarczy – potrzebujemy aktywnej odbudowy ekosystemów, rewitalizacji gleb, odnowy miast i gospodarki zdolnej do przezwyciężania kryzysów.

Najważniejsze jest to, że działania regeneratywne wykraczają poza ekologię. Dotyczą także struktur społecznych i ich zdolności adaptacji i przetrwania. 

Regeneratywny zmierza w kierunku bardziej proaktywnych działań, które mają przyczynić się do realnej poprawy życia na Ziemi. Jakie to działania?

Regeneratywne miasta – dla środowiska i dla mieszkańców

Kiedy mieszkałam w Indonezji, przebywanie na zewnątrz było tylko dla wytrwałych. Tak, byłam wytrwała. Moi indonezyjscy znajomi dziwili się, dlaczego chcę spędzać czas poza klimatyzowaną strefą galerii handlowej, w której jest wszystko, co potrzebne człowiekowi do szczęścia. 

Dziś mogę to głośno powiedzieć – życie w Dżakarcie było koszmarne. 

Urbanistyka przyszłości zakłada, że miasta powinny funkcjonować jak ekosystemy –  pochłaniać CO₂, produkować tlen, wspierać bioróżnorodność i dawać ludziom zdrowe warunki do życia. Zdrowe warunki do życia oznaczają dostęp do terenów zielonych, oddychanie świeżym powietrzem, możliwość ochłodzenia się w cieniu drzew i zabawy na dworze (lub polu, jeśli jesteś z Małopolski).

Dziś miastom grożą wysokie temperatury i zabójcze fale gorąca. Miasta w Polsce to betonowe dżungle. Podejście do planowania miast musi się zmienić… Pierwsze sukcesy napawają optymizmem. 

Medellin, niegdyś najbardziej niebezpieczne miasto Ameryki Południowej, dziś rozkwita dzięki projektowi 30 zielonych korytarzy (Project Greenbelt).

Miasto nie tylko zdołało obniżyć temperatury o 2 stopnie w ciągu trzech lat od startu programu, ale także ograniczyło swoją rozbudowę i zmniejszyło ryzyko klęsk żywiołowych poprzez ustanowienie rezerwatów przyrody wokół miasta.

Zielone korytarze zostały zaprojektowane tak, aby naśladować naturalny las z warstwami roślinności niskiej, średniej i wysokiej, obejmującymi rodzime i tropikalne rośliny, trawy bambusowe oraz palmy. Zazieleniły się także budynki. Powstały ogrody wertykalne i zielone ogrody na dachach. 

Prace przy pielęgnacji zieleni wykonują ogrodnicy pochodzących z marginalizowanych środowisk, wspierani przez wyspecjalizowanych inżynierów leśnictwa. (źródło)

Inny przykład to singapurski projekt „ABC Water”. Jego celem jest retencja wody w mieście i przekształcanie betonowych kanałów wodnych w naturalne systemy mokradeł. Miasto wspiera inżynierów i architektów w projektowaniu, które uwzględnia ogrody deszczowe, rowy bioretencyjne i tereny podmokłe. Te ekologiczne rozwiązania pomagają wychwytywać i oczyszczać wodę deszczową, jednocześnie upiększając otoczenie i zwiększając bioróżnorodność w danym obszarze. (źródło)

Z kolei przykładem regeneratywnej architektury jest amsterdamski biurowiec The Edge, uznany za najbardziej zaawansowany technologicznie i zrównoważony biurowiec na świecie. Dzięki zastosowaniu paneli fotowoltaicznych na fasadzie i dachu, The Edge produkuje własną energię elektryczną i generuje jej więcej niż zużywa. The Edge jest także wyposażony w systemy zbierania wody deszczowej, a wnętrze zaprojektowano tak, aby zwiększać komfort i dobre samopoczucie pracowników. Budynek jest na bieżąco monitorowany i optymalizowany, aby maksymalnie oszczędzać zasoby. 

Zalążki idei miast regeneratywnych zaczynają powoli kiełkować na całym świecie. Unia Europejska przeznaczyła na takie projekty ok. 20 miliardów euro w swoim budżecie do 2027 r. 

Poza pojedynczymi projektami, powstają też bardziej ambitne, i nieco futurystyczne koncepcje — budowy całkiem nowych miast, w których ludzie żyją w zgodzie z naturą, a nie próbują ją ujarzmić. 

Jednym z takich niemal utopijnych projektów jest Telosa —stworzony przez businessmana Marca Lorę projekt miasta, które ma powstać gdzieś na pustynnych terenach Stanów Zjednoczonych. To model nowego miejskiego stylu życia, łączącego nowoczesne technologie z zasadami zrównoważonego rozwoju i sprawiedliwości społecznej, zwanego”ekwityzmem” (np. bogactwo w Telosie ma być tworzone w uczciwy sposób i dzielone między mieszkańców…cokolwiek to oznacza…). 

Centralnym punktem Telosy ma być natura, do której każdy ma dostęp. Miasto ma także funkcjonować według koncepcji „15-minute city”, czyli wszystko w zasięgu, bez samochodu. Telosa ma być miastem bez pojazdów spalinowych. Zamiast tego miasto postawi na pieszą mobilność oraz korzystanie z rowerów, skuterów i autonomicznych pojazdów elektrycznych. Centralnym punktem miasta ma być wieżowiec „Equitism Tower” z przestrzeniami do przechowywania wody, farmami aeroponicznymi i fotowoltaicznym dachem.

Początkowo Telosę ma zasiedlić 50 tysięcy osób. 

Projekt miasta jest bardzo idealistyczny. Niemal przypomina mi Macondo z powieści Marqueza „Sto lat samotności”. Odizolowane, samowystarczalne, założone z pragnienia stworzenia lepszego, nowego świata.

Telosa nie jest odosobniona. W październiku 2021 roku rozpoczęła się budowa The Line. The Line to ambitny projekt futurystycznego miasta liniowego, realizowany w ramach saudyjskiej inicjatywy Neom w prowincji Tabuk. Plan zakłada stworzenie miasta o długości 170 km, szerokości 200 m i wysokości 500 m, zdolnego pomieścić 9 milionów mieszkańców. Konstrukcja składać się będzie z dwóch równoległych, lustrzanych budynków, między którymi znajdzie się przestrzeń z zielenią i infrastrukturą publiczną. Transport ma opierać się na szybkiej kolei podziemnej, umożliwiającej przemieszczanie się z jednego końca miasta na drugi w ciągu 20 minut. Wszystkie niezbędne usługi mają być dostępne w odległości pięciominutowego spaceru dla mieszkańców.

Czy takie projekty są realne do wdrożenia? I czy faktycznie ich bilans będzie dodatni? Tego nie wiem (mam wątpliwości). Ale wierzę, że nowe regeneratywne podejście do architektury i planowania miast może zapewnić lepsze warunki do życia następnym pokoleniom. Tego nam potrzeba.

Regeneratywne rolnictwo – odnowa bioróżnorodności

Regeneratywne mają być nie tylko miasta, ale także uprawa ziemi.  Dziś mówi się o tym, że około 30% gleb na świecie jest wyjałowiona przez intensywną uprawę, monokultury i stosowanie pestycydów. W Polsce statystyki mówią o niemal połowie gleb, które za 10 lat nie będą nadawały się do upraw.

Rolnictwo regeneratywne odbudowuje żyzność gleby poprzez stosowanie metod takich jak rośliny okrywowe, brak orki i kompostowanie.

Co więcej, gdy gleba jest odpowiednio „zarządzana” może pochłaniać dwutlenek węgla z atmosfery (nazywa się to sekwestracją), zatrzymuje wodę i wspiera bioróżnorodność. 

W przywracaniu równowagi gleb, mają pomagać szczególnie dwie praktyki: zalesianie i kompostowanie. 

Zalesianie polega na tworzeniu lasów agroekologicznych, czyli integracji drzew z uprawami, krzewami i hodowlą zwierząt, by tworzyć jedno wspólne środowisko. Powstałe w ten sposób siedliska wspierają nie tylko zwierzęta hodowlane, ale i owady zapylające i inne mikroorganizmy. Agrolasy zapewniają obieg składników odżywczych, cień i schronienie dla zwierząt oraz bioróżnorodność. 

Kompostowanie również wpisuje się w zasady rolnictwa regeneratywnego. Te tradycyjne metody są jednak zbyt powolne, aby sprostać dzisiejszym (i jutrzejszym) wyzwaniom. Dlatego i tu przychodzi z pomocą technologia…chociaż raczej powinnam powiedzieć, że z pomocą przychodzi sama natura.

W przyspieszonym przetwarzaniu odpadów organicznych pomagają np. larwy muchy czarnej (Hermetia illucens). Larwy te są wyjątkowo efektywne w rozkładaniu materii organicznej, co pozwala na szybką produkcję wartościowego kompostu, a inaczej mówiąc pełnowartościowego nawozu. W ten sposób powstaje obieg zamknięty, który dodatkowo pozwala ograniczać emisję metanu (źródło).

W Polsce Fundacja Grunt od Nowa stawia sobie za cel odbudowę zdrowia gleb w Polsce, wspierając rolników w procesie transformacji w kierunku zrównoważonego i regeneratywnego rolnictwa, m.in. za sprawą rozwoju alternatywnych preparatów, które przyspieszają odbudowę próchnicy glebowej, edukację rolników czy programy ochrony torfowisk.

To nowe podejście to w dużej mierze powrót do tradycyjnych, przedprzemysłowych praktyk agrarnych. Płodozmian i różnorodność upraw, wypasanie zwierząt wśród drzew (np. gaje oliwne), kompostowanie… to wszystko już było. Teraz wraca uzupełnione o nową wiedzę i technologiczne możliwości, które pozwalają na monitorowanie postępów i szybką optymalizację działań.

Regeneratywna turystyka dostarcza korzyści lokalnym społecznościom

Z założenia, jeśli mamy zapewniać ochronę i naprawę ekosystemów, regeneratywność będzie musiała dotknąć wszystkich gałęzi gospodarki. Oznacza to zmiany funkcjonowania nie tylko na poziomie lokalnym, ale i globalnym.

Dziś na przykład mówi się dużo o turystyce wyniszczającej naturalne ekosystemy. Strategia Wysp Owczych pokazuje, że turystyka może być narzędziem pozytywnych zmian, które przeobraża nie tylko naturę, ale również lokalną kulturę i lokalne społeczności. 

Strategia Heim (Dom) Wysp Owczych proponuje zamiast tylko minimalizować szkody, aktywnie odbudowywać przyrodę poprzez opracowanie i wdrożenie praktyk turystycznych, które minimalizują wpływ na środowisko naturalne i kulturowe Wysp Owczych

Takimi inicjatywami są np. 

„Closed for Maintenance” – coroczne zamykanie niektórych obszarów turystycznych, by wolontariusze wraz z mieszkańcami mogli je odbudować i przywrócić ich naturalny stan np. poprzez sadzenie roślin, odbudowę szlaków, pomoc w reintrodukcji gatunków. 

Projekt „Heimablídni”- promujący autentyczne doświadczenia kulinarne poprzez umożliwienie turystom spożywania posiłków w domach lokalnych mieszkańców, co wspiera lokalną kulturę i gospodarkę

Zamiast masowej turystyki, ten mały wyspiarski kraj chce promować głębokie, autentyczne doświadczenia rozwijając agroturystykę regeneratywną, która wspiera tradycyjne rolnictwo i zdrowe ekosystemy, także poza sezonem.

Ponadto państwo promuje usługi lokalnych przewodników i zachęca odwiedzających do poznawania z ich pomocą tradycji, rzemiosła i kuchni Wysp Owczych. W ten sposób turystyka ma przynosić korzyści nie wielkim firmom, ale przede wszystkim lokalnym producentom, rolnikom i usługodawcom, wspierając gospodarkę cyrkularną oraz ekologiczną produkcję. 

OK, ale co to wszystko oznacza dla firm?

Regeneratywność —kierunek rozwoju firm

Zwrot w kierunku regeneratywności oznacza, że marki i firmy będą rzeczywiście rozliczane ze swoich działań i trudniej będzie im ukryć szkodliwe aspekty prowadzenia biznesu pod płaszczykiem greenwashingowych praktyk. 

Raportowanie ESG jest pierwszym krokiem do zapewnienia nowych standardów, ale wciąż skupiającym się bardziej na minimalizowaniu szkód niż pozytywnym wpływie na gospodarkę i środowisko. 

Podejście regeneratywne będzie wymagało od firm chcących utrzymać się na rynku, uwzględniania w swoich strategiach rozwoju działań naprawczych, a może nawet całkowitą reorganizację modelu biznesowego i nowe podejście do tradycyjnych usług i produktów (np. pochówku). 

Regeneratywność będzie wymagała wdrażania innowacyjnych rozwiązań dystrybucji produktów, które biorą pod uwagę ponowne ich użycie po zakończeniu cyklu życia (naprawy, recyclingu, subskrypcji, abonamentów) — np. program Apple Care Repair.

W branży fashion która odpowiada za miliony ton odpadów rocznie też będzie musiało coś się zmienić. Podobno wyprodukowanych już ubrań mogłoby starczyć na 6 kolejnych pokoleń. Wyzwaniem jest nie tylko sprzedać produkty, ale także zapewnić drugi obieg tym, które już zostały wyprodukowane.

Firma Faircado podjęła się zadania skonsolidowania rozdrobnionego rynku second-hand (odzież, elektronika, książki) w dość prosty, ale innowacyjny sposób. Firma oferuje darmową wtyczkę do Google chrome, która pozwala namierzyć podobny produkt, który Cię interesuje, ale na rynku wtórnym. Tym samym pokazując, że jest alternatywa.

Zmienić będzie się także musiała produkcja. Myślę na przykład o branży kosmetycznej, w której spędziłam wiele lat, a która zdecydowanie jest jedną z branż, które bardziej eksploatują zasoby niż oddają środowisku. Podobnie jeśli chodzi o branżę spożywczą. 

Większość surowców pochodzi z rolnictwa – podejście regeneratywne będzie wymagało wdrożenia procesów etycznego i ekologicznego ich pozyskiwania i bardziej odpowiedzialnego wykorzystania.

Ponadto, produkcja również będzie musiała zmienić się na bardziej cyrkularną, a nawet zero waste.

Obecnie największym wyzwaniem branży kosmetycznej (a także spożywczej) jest ogromna ilość plastikowych opakowań. Regeneratywność wiąże się nie tylko z ograniczeniem plastiku, ale jego realne usuwanie z ekosystemów, dzięki np. systemom kaucyjnym. 

Przykładem godnym naśladowania jest marka Lush, która oferuje produkty bez opakowań lub używa opakowań wielokrotnego użytku, a także wspiera uprawy regeneratywne.

Na polskim podwórku widzę jednego gracza, którego działalność zdecydowanie może wpisywać się w trend regeneratywny. To firma REBREAD, które wykorzystuje czerstwe pieczywo jako surowiec, z którego powstają nowe produkty – np. napoje alkoholowe, kosmetyki, napoje fermentowane. REBREAD efektywnie wykorzystuje odpady, by stworzyć coś nowego przy okazji redukując marnotrastwo żywności i emisję CO2. 

Choć regeneratywność w rzeczywistości jest próbą powrotu do korzeni, to od efektywnego wdrożenia takich rozwiązań zależy nasza przyszłość. Tu już nie chodzi o pięknie brzmiącą misję firmy, która na papierze przyjmie wszystko, ale o realne działania, które naprawiają i poprawiają świat wokół nas. Choć zmiana modelu działania będzie dla firm ogromnym wyzwaniem (może nie wszystkie firmy będą mogły się dostosować), to myślę, że nie ma niestety innej drogi.

Zainteresowany/a współpracą? Zostaw namiary